Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Supernatural. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Supernatural. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 października 2015

15. "Lizaki vs. Żelki" cz.1




W sklepie przy stacji paliw wieczory zwykle przebiegały podobnie. Jedynie kilkoro późnych klientów, czasem jeden lub dwóch pijanych facetów. Nic z czym nie można sobie poradzić. Jednak raz na jakiś czas zdarzała się odskocznia od tej rutyny. Tak też było tym razem.
Sam nie lubił robić późnych zakupów, jedynak czasem był do tego zmuszony, zwłaszcza po potwornych nadgodzinach w pracy. Nigdy nie sądził, że jego wymarzona praca, będzie aż tak uciążliwa. Może i nie wymieniłby jej na żadną inną, lecz mimo to dobrze było czasem ponarzekać.
Na szczęście jeden z całodobowych sklepików znajdował się w drodze do jego mieszkania. Wystarczyło wpaść na dziesięć minut, zamienić kilka słów z kasjerem, po czym szybko się ulotnić. To jednak nie był tego typu wieczór.
Pierwszą anomalią było nagłe uderzenie drzwi, po czym do sklepu wkroczył mężczyzna, rozglądając się niepewnie na wszystkie strony. Był średniego wzrostu, nie powinien się raczej niczym wyróżniać, jednak jego chaotyczne ruchy, przyciągały wzrok. Nigdy nie wiadomo, czy aby na pewno trafiło się na w pełni zdrowego psychicznie osobnika. Brunet szybko skanuje zawartość półek, po czym kieruje się w dział słodyczy. To trochę uspokaja Sama, który w spokoju kontynuuje swoje zakupy. Niestety nie na długo.
- Gdzie są lizaki? - Pytanie roznosi się po całym pomieszczeniu, gdy nowo przybyły dopada lady.
- Niestety, nie ma już - mówi spokojnie nastolatek, który miał pecha mieć akurat zmianę.
- Jak to nie ma?! - Mężczyzna nie wierzy w to co usłyszał. - Ja chcę lizaki!
- No nie ma. Skończyły się. - Chłopak chyba nie wyczuł zagrożenia, więc Sam strategicznie zbliża się do rozmówców.
- Gdzie tu jest inny sklep? - warczy w końcu niezadowolony klient.
- Tuż obok. - Wskazuje na prawo od sklepu, jednak gdy brunet chce odejść, dodaje: - Ale już zamknięty. Jest późno.
Mężczyzna zatrzymuje się w pół kroku i spogląda z niedowierzaniem na durnego sprzedawcę. Widać w każdym jego ruchu, iż walczy ze sobą, by nie zrobić czegoś małolatowi. Sam w końcu decyduję się wkroczyć.
- Hej. Wszystko w porządku? - pyta niepewnie.
- Nie ma lizaków. - Nieznajomy skarży się, przybierając minę nadąsanego dziecko. To trochę dezorientuję Winchestera.
- Najwyraźniej się skończyły - mówi spokojnie, po czym proponuje: - Może weźmiesz coś innego?
- Po całym dniu słuchania cholernych skarg i zażaleń mam chyba prawo do jednego, przeklętego lizaka! - drze się, jakby miałoby to ukoić jego nerwy.
- Prawnik? - pyta zaciekawiony Sam.
- Lekarz.
- Spróbuj tego. - Mężczyzna wyjmuje żelki ze swojego koszyka. - Też są całkiem niezłe.
- Dzięki. - Nieznajomy przyjmuję niechętnie ofertę, kładąc opakowanie na ladzie. - Jak tylko zabiję swoją siostrę, to na pewno je zjem. Potrzebuje cukru.
- Jestem prawnikiem, jak coś to zawsze mogę pomóc. - Wyjmuje wizytówkę i podaje ją brunetowi. - Masz jakiś powód zabicia jej?
- Zjadła mój zapas lizaków z samochodu. W dodatku w domu też żaden nie został... Co do tego - wskazuje na wizytówkę - zawsze przyda się dobry prawnik. Samuel Winchester?
- Wystarczy Sam - sprostował, wyciągając rękę.
- Gabriel Novak. Lekarz w szpitalu Norton. Jak coś, to wiesz na kogo się powołać. - Uśmiechnął się delikatnie.
- Dzięki. Może teraz skończmy lepiej zakupy.
Gabriel przytakuje, po czym płaci za swoje żelki. Kto by pomyślał, że ten dzień skończy się tak dobrze.
Gdy Sam w końcu zapłacił i wyszedł ze sklepu, nie spodziewał się, że na parkingu będzie jeszcze jakiś samochód, oprócz jego. Niepewnie idąc dalej, dobiegł go jednak dobrze znany mu głos.
- Jesteś potworem - powiedział Gabriel, którego zarys sylwetki widać było na miejscu kierowcy.
- Na serio nie było lizaków? Nie mów, że przerzucasz się na żelki. - Kpiący, dziewczęcy głos musiał należeć do siostry Novaka. - Wiesz, że ja je kocham, ale ty nigdy ich nie jadłeś.
- Zawsze jest ten pierwszy raz - zapewnił niechętnie brunet. - A wszystko przez ciebie smarku, to ty zjadłaś wszystkie moje lizaki - wypomniał jej.
- Powiedz, że chcesz mieć raczej "jakiś raz, bo na pewno nie pierwszy" z tym wielkoludem, z którym rozmawiałeś - zaśmiała się, powodując tym samym warknięcie ze strony brata. - No co? Widziałam wszystko przez szybę.
- Lepiej się zamknij i jedźmy. Bo jeszcze zabije cię na miejscu - zagroził, po czym włączył silnik.
Winchester przyglądał się odjeżdżającemu samochodowi, uśmiechając się lekko. Gdy tylko zniknęli za zakrętem, mężczyzna roześmiał się i zaczął kierować w stronę własnego auta. Wieczór okazał się jednak o wiele bardziej zabawny niż się tego spodziewał.

*~*~*

Sam sądził, że już nigdy nie spotka zwariowanego nieznajomego. A mimo to tydzień później natrafił na niego wchodząc do tego samego sklepu. I już od samego początku wiedział, że coś jest nie tak. Dość łatwo można było to wywnioskować z niemal rażąco czerwonego koloru twarzy mężczyzny. Zszedł mu szybko z drogi, widząc, że Gabriel nawet go nie zauważył. Jednak zdążył rzucić w jego stronę:
- Mam nadzieję, że dziś nie doszło do rękoczynów.
Te kilka słów zatrzymało Novaka, który odwrócił się niemal natychmiast w stronę rozmówcy. Na jego twarzy momentalnie pojawił się uśmiech i część kolorów zniknęła. Za to radość pojawiła się w zielonych oczach mężczyzny.
- Nie, choć było blisko. Chyba muszę zmienić sklep, znów nie ma lizaków – skarżył się Gabe.
Sam zaśmiał się, bo choć znał mężczyznę tylko kilka minut, mógł się tego spodziewać. Młody lekarz często zachowywał się jak dziecko, zwłaszcza jeśli było już późno i dotyczyło to słodyczy. Dlatego chyba dobrze, ze młody Winchester był przezorny.
- Ostatnio kupiłem kilka lizaków więcej w sąsiednim sklepie, by mieć mały zapas. Wożę je ze sobą, więc jeśli jesteś zainteresowany...
Gabriel spojrzał na niego jak na bóstwo, co wywołało kolejny wybuch śmiechu. Nieznajomy naprawdę potrafił być jak dziecko...
- Naprawdę??? A byłbyś skłonny sprzedać kilka? - Brunet zrobił błagalną minę, po czym szybko dodał. - Cena oczywiście nie gra roli!
- Bez przesady. Tak sądziłem, ze jeszcze się spotkamy, więc zawsze mam coś przy sobie na takie okazje – przyznał. - Jednak musiałbym iść do samochodu.
- A twoje zakupy? - spytał Novak, gdy szli już w stronę auta jego wybawiciela.
- Zaraz wrócę i je zrobię. Nie musisz się o to martwić, nigdzie mi się nie śpieszy. Choć może ty chciałbyś zanieść swoje? - Spojrzał znacząco na torbę w jego ręku.
- Nie! Lizaki są najważniejsze. - Widząc specyficzną minę rozmówcy dodał: - Wiem, ze brzmi to jak uzależnienie, jednak to moje jedyne wytchnienie. Po całym dniu mam prawo na choćby jednego...
- Tak, tak – przerwał mu Sam. - Rozumiem, choć nie wiem dlaczego właściwie lizaki...
- Jakoś tak wyszło, choć nawet lubię te twoje żelki. Zwłaszcza Marv je uwielbia, choć nie powstrzymuje jej to od podjadania mi lizaków.
Gdy doszli do samochodu, Sam zanurkował do niego, a po chwili wyskoczył ze spora paczkę lizaków i wręczył je Gabrielowi.
- Dzięki, nie wiem co powiedzieć. Pewnie gdyby nie ty, to wróciłbym do samochodu, nawrzeszczał na Marley i był zły przez całą noc – przyznał szczerze.
- A kto to jest Marley? - zaciekawił się Sam.
- Ja jestem Marley, Marv dla przyjaciół, a ty i tak byś na mnie nawrzeszczał. - Dobiegł ich głos z boku, po czym pojawiła się młoda dziewczyna. - Zaczynałam się martwić, a gdy już wychodziłam by cię szukać, zauważyłam jak idziesz z obcym facetem w stronę jego samochodu. Chciałam ci tylko przypomnieć, że po ostatnim razie obiecałeś, że zaczniesz się szanować – pokręciła zrezygnowana głową, patrząc to na jednego to na drugiego.
- Ja...
Gabriel zapatrzył się na swoją siostrę, nie wierząc w to co ta właśnie powiedziała. Czy ona właśnie zasugerowała... Głośny wybuch śmiechu Winchestera, zdziwił oboje z rodzeństwa. Spojrzeli na niego jak na wariata, nie do końca rozumiejąc o co mu chodzi.
- Och, na pewno dogadałabyś się z moim starszym bratem – przyznał, gdy już się trochę uspokoił. - Zdaje się, ze macie podobne upodobanie do dręczenia rodzeństwa swoim specyficznym poczuciem humoru.
Dziewczyna zmierzyła mężczyznę wzrokiem, po czym powoli przytaknęła.
- Chyba jednak nie jesteś tak głupi za jakiego cię miałam, wielkoludzie. Ale musisz wiedzieć, ze mój brat się szanuję... A przynajmniej czasami mu to wychodzi.
- Za to mój brat powiedział by, że mi rzadko zdarza się nie szanować... Tak w ogóle to jestem Sam.
- Myślisz, że nie wiem? Słucham o tobie od tygodnia, więc choćbym była głucha to coś bym musiała załapać. - Dziewczyna westchnęła i spojrzała na rozzłoszczonego brata. - Och przestań wreszcie, przecież go nie pożarłam. Zamieniliśmy zaledwie kilka słów.
- O kilka za dużo jak na mój gust – przyznał Gabriel. - Zbierajmy się, młoda. Aż boję się, co by wynikło z waszej dłuższej rozmowy.
- Nie musicie uciekać, chętnie poznam twoją siostrę. - Sam próbował ich zatrzymać, jednak uparta mina Gabriela mówiła sama za siebie.
- Lepiej nie. Jest już późno, a ty musisz jeszcze zrobić zakupy – przypomniał mu. - Jeszcze raz dziękuję za lizaki, ratujesz mi życie. Tylko jak ja ci się odwdzięczę?
- Wymyślę coś – obiecał Winchester. - Do zobaczenia, miło było cię poznać, Marley.
- Możesz mi mówić Marv, sądzę, że dość szybko zostaniemy przyjaciółmi – rzuciła na odchodne, a jej brat zaczął ciągnąć ja do samochodu.
Dziewczyna machnęła jeszcze na pożegnanie, nim zniknęła wraz z Gabrielem po drugiej stronie budynku. Sam miał nadzieję, że spotkają się jeszcze nie jeden raz. W końcu musi zasłużyć na miano przyjaciela brunetki. W dodatku wiedział, że z rodziną Novaków raczej nie powinien się nudzić... Wydawali się być wyjątkowi, może aż za bardzo...?


Ciąg dalszy nastąpi...

niedziela, 15 lutego 2015

12. "Fanfiction..."

#Supernatural #Sezon10 #One-shot #K #Family #Humor #DeanWinchester #SamWinchester
Witam,
Wiem, ze obiecałam coś o innej tematyce, jednak znalazłam swój pierwszy tekst z SPN, pisany jeszcze w grudniu. Sama nie wiem jak go oceniać, bo była to moja pierwsza próba tego typu, jednak jest on inspirowany odcinkiem piątym.

Co do kolejnych tekstów, mam napisanego Sherlocka, jedynie muszę go przepisać. Wczoraj spędziłam cały dzień w Toruniu i nie mogłam niestety tego zrobić, ale postaram się jak najszybciej to opublikować.

Miłego czytania,
Croy


- Dean? Co ty robisz? - spytał zaskoczony Sam, przyglądając się dziwnemu zachowaniu brata.
Mężczyzna spojrzał na niego zamyślony i odpowiedział pytaniem na pytanie:
- Pamiętasz naszą ostatnią sprawę we Flint w Michigan?
- Trudno byłoby ją zapomnieć. Nie co dzień ogląda się przedstawienie o własnym życiu, chyba, że chodzi ci o Kalliope – dodał szybko.
Dean zgromił go wzrokiem, po czym sięgnął po laptop. Włączając go odparł:
- Oczywiście, że o przedstawienie, jednak bardziej o fakt, że ono powstało. Nigdy nie myślałem, że po przerwaniu serii zostaną jacyś fani, a z tego co mówiła Marie, trochę ich jest...
- Chodzi ci o Destiel? - Sam zaśmiał się, siadając. - Okej i co chcesz zrobić z tym dalej?
- Wpisałem właśnie hasło do wyszukiwarki i patrz co znalazłem. - Odwrócił ekran w stronę brata. - Tego są tysiące! - zauważył ze zgrozę.
- A czego się spodziewałeś? Może i książki Chucka nie są zbyt popularne, ale już od jakiegoś czasu wiedzieliśmy, że ktoś jednak to czyta. W końcu, gdy dowiedzieliśmy się o tej serii sam widziałeś te komentarze...
- Stop. Lepiej zobaczmy co tu jest...
Obaj spojrzeli na listę wyników, gdzie mimo wszystko królowało Destiel. Dean odwracał wzrok, nie mogąc już czytać nawet krótkich opisów, jednak w końcu coś zauważył.
- Czekaj Sammy, chyba coś mam!
Cofnął o kilka wyników i kliknął na stronę. To co tam ujrzał po raz pierwszy zmusiło go do śmiechu. Nie w humorze był za to Sam, który próbował wyrwać bratu laptop.
- Nie wiem o co ci chodzi Dean. W końcu łączenie ciebie i Castiela jest gorsze...
- Nie, Sammy, nie jest gorsze. Sabriel! - Mężczyzna wybuchł po raz kolejny śmiechem, nie mogąc się po raz kolejny opanować. - Ty i Gabriel!
Sam przyglądał się swojemu niezrównoważonemu bratu, gdy w końcu zamknął ową stronę. Nie było mu zbytnio do śmiechu, ale nie mógł powstrzymać wyobraźni innych. Może gdyby te książki nie istniały... Próżne nadzieje.
- Może podyskutujemy o zgłębianiu motywu Destiela? Wiesz, bardzo mnie zaciekawiły niektóre z tych opisów.
Zielonooki momentalnie się uspokoił i odniósł laptop do torby. Tam będzie bezpieczny jak na razie. Ale teraz miał za to sposób na dręczenie swojego młodszego braciszka.
- Porozmawiamy o tym, jak ty będziesz chciał pogadać o swoim „związku” z Gabrielem – wytknął mu.
- Palant – wymamrotał pod nosem młodszy z braci.
- Suka! - rzucił automatycznie Dean, rozkładając się na kanapie.
- Niedługo zwariujemy siedząc w tym pokoju, masz ochotę na nową sprawę – zaproponował Sam.
- Taa. - Dean głęboko ziewnął. - Ale daj mi się jeszcze trochę przespać, weźmiemy się za to jutro.
Oboje pokiwali twierdząco głowami. Nowa praca była im potrzebna, ale musieli chwilę odetchnąć. Siedzenie w hotelu czy bunkrze nie było dla nich dobre, zwłaszcza teraz. Po raz kolejny mieli być oni dwaj, przeciwko całej reszcie. I bardzo im tego teraz brakowało.

niedziela, 8 lutego 2015

11. "My Supernatural Life" Sam cz.3

#Supernatural #Sezon1 #Cykl #Drabble #K+ #Friendship #Family #Drama #SanWinchester

Witam,
Przyznam, że i ten tekst wstawiam na szybko i jest to kolejna część cyklu drabbli. Ostatnio mam mało czasu, choć pomysłów mi nie brakuje. Dlatego za tydzień postaram się dodać coś o innej tematyce, może Sherlock? Jak sądzicie?

Tym razem dziewiąty odcinek zawiera drabble, drouble i dribble... Sami zobaczcie dleczego ;)

Miłego czytania,
Croy



Człowiek z hakiem
„Ludzie wokół mnie umierają...” Nie tylko Lori może to powiedzieć. W końcu i za mną ciągnie się tak wiele śmierci... Zbyt wiele. Każda z nich leży na moim sumieniu, nie mam wytłumaczenia w postaci ducha.
Moralność, wszystko obraca się wokół tego jednego słowa. Rozpusta, zdrada, wina... A czy moje pocałunki z nią nie były przekroczeniem granicy? Nie minęło dużo czasu od odejścia Jess, a moje zachowanie jest nie na miejscu.
Dlatego nie mogłem tam zostać. Musimy ruszyć w drogę i spełnić nasze zadanie. Mam nadzieję, że powtarzając to sobie, w końcu w to uwierzę. Ale jaka jest na to szansa.

Robale
Nigdy nie można wykluczyć wszystkich możliwości, czasem te najbardziej absurdalne okazują się być prawdziwe. Klątwa rzucona dwieście lat wcześniej czy uczucia mojego ojca... sam nie wiem co już jest właściwe.
Cieszę się, że Dean powiedział mi co robił tata przez te lata, gdy byliśmy rozdzieleni. Dbał o mnie? Nie jestem pewien, jednak sprawdzał jak sobie radzę. Pomimo naszej kłótni i ostrych słów, nie znienawidził mnie. To trochę dziwne.
Życie w rodzinie łowców nie jest łatwe, zwłaszcza jeśli wolisz normalną egzystencję. Szkoła, praca, żona... Teraz nie jest to ważne. Nie można cofnąć czasu czy wskrzesić Jess. Teraz ważne jest tylko polowanie.

Dom. Sam
Moje koszmary okazują się prawdą... Nie dziwię się, że Deana to martwi. Sam nie jestem zachwycony. Jednak czy to wysoka cena za życie całej rodziny?
Nie pamiętam domu, nigdy tam nie wracaliśmy, nie mówiliśmy o „tamtej” nocy zbyt wiele. Dopiero po dwudziestu latach dowiaduję się, że to Dean mnie uratował. Teraz nie dziwi mnie jego troska.
Czy Missouri ma rację, to mój dar? To, że wyczułem i mogłem zobaczyć mamę, cy to niezwykłe? Jedynie zdjęcia przywołują mi jej obraz, teraz wiem, że nas kochała, troszczyła się. Tak jak troszczy się o nas tata, nawet jeśli go przy nas nie ma.

Dom. Dean
Powrót do domu był jednym z najgorszych przeżyć w moim życiu. Obiecałem, że nigdy nie wrócę, nie po tym... wszystkim. Jednak znów być w tym miejscu, tam skąd mam wspomnienia o mamie, było niezwykłe.
To zawsze będzie masz dom, Lawrence. Mimo, iż od tak dawna nie pojawiamy się w nim. Tu zmarła mama, tu zmienił się tata, ciągnąc nas za sobą. Czy gdybyśmy nie byli łowcami, ta rodzina by zmarła? Na pewno nie moglibyśmy ponownie zobaczyć mamy.
Pamiętam ją z dzieciństwa, ze zdjęć, choć wszystko jest wyblakłe. W tym domu, gdy ukazała się z ognia... Nidy nie liczyłem, że ujrzę ją jeszcze raz. Na pewno nie w ten sposób. Jej uśmiech, czułość w jej wzroku, nie widziałem czegoś podobnego od lat. Takie spojrzenia nie są mi posyłane zbyt często... wcale. Jednak żałuję, że się poświęciła. Nie chroni już domu, nas... Lecz w końcu, po tylu latach, ma spokój.
Wiem, dlaczego mimo upływu czasu tata nadal szuka. Nie może pogodzić się ze stratą ukochanej, tak jak ja ze stratą matki. Chciałbym by była przy mnie w najważniejszych momentach życia, by wspierała choćby uśmiechem.
Czasu nie można cofnąć, lecz mam Sama i tatę. To oni są najważniejsi i nic tego nie zmieni.

Dom. John
Spotkanie chłopców... Jeszcze na to za wcześniej. Jednak widząc ich, mam ochotę po prostu tam podejść, być przy nic. Obaj tego potrzebują.
Prawda... Gdy tylko ją poznam, na nowo pojawię się w ich życiu. Sam tego potrzebuję, tak długo byliśmy rozdzieleni. Razem jednak nie rozwiążemy sprawy, a ona jest priorytetem.


środa, 28 stycznia 2015

9. "My Supernatural Life" Sam cz.2

#Supernatural #Sezon1 #Cykl #Drabble #K+ #Friendship #Family #Drama #SamWinchester
Witam,
To już ostatni środowy tekst jak na razie. Wracam do zwykłego publikowania co tydzień w soboty. Tym razem przychodzę z dalszym ciągiem drabbli do Supernatural. Przypominam: 1 drabble = 1 odcinek (plus jeden dodatkowy od innej postaci). Nie wiem jak drugi sezon, ale pierwszy poświecę cały z perspektywy Sama. Chyba go lubicie, prawda?
Nie mam pojęcia, jaki tekst wstawię w sobotę. Chcielibyście jakiś konkretny? I dziękuje za głosy w ankiecie, teraz przynajmniej wiem, co lubicie.
Do napisania,
Croy




Tajemniczy podróżnik
Nawet najtwardsi ludzie mają swoje słabostki i lęki, choć czasem trudno w to uwierzyć. Spotkało to w końcu Deana, ostatnią osobę, którą bym o to podejrzewał. Latanie. Samoloty... Kto podejrzewałby go o ten lęk, gdy zabija każdą kreaturę na swojej drodze? Jest łowcą, osobą, która widziała w życiu zbyt dużo, a jednak posiada tak „zwyczajną” słabostkę.
Z jednej strony pociesza mnie to. Dowodzi, że nawet on nie jest idealny, potrzebuje wsparcia. Nie jestem jedynym bratem mającym swoje koszmary. Nie ważne mniejsze czy większe. Jednak on to przezwycięża, wie kiedy odpuścić. Mi trudno zapomnieć o przeszłości, to nie znika tak łatwo.

Krwawa Mary
Mając swoje tajemnice, te najgłębsze, trudno wybaczyć sobie wszystko. Zwłaszcza czyjąś śmierć. Nic nie powinno być sekretem, nie takim.
Moja tajemnica dotycząca Jess, moja wina była tu potrzebna, lecz omal nas nie zabiła. Wyśniłem to, nie zapobiegłem tragedii. To powinien być mój koniec. Choć widząc cierpienie innych „niewinnych” zbrodniarzy powstaje pytanie: „Kiedy należy sobie wybaczyć? Czy w ogóle można?” Koszmar budzący w noc w noc, jej imię wykrzyknięte w ciemność, nadzieje, że kiedyś uzyskam przebaczenie. Czy to ma sens?
Tak jak Mary szukam sprawiedliwości, tak jak powinienem szukać winnych i zemsty. Tylko gdzie to znaleźć, skoro nie ma żadnych śladów...

Skóra
Nikt nie jest już sobą, nie ma prywatności, osobowości. Pozostaje jedynie żyć w nadziei, że dokona się swego żywota w spokoju.
Dwie osoby, jedna skóra i wspomnienia. Czy to nie dziwne jak łatwo potwór może zniszczyć czyjś świat i marzenia? Zwłaszcza, że wplątani są w to moi przyjaciele. Czy nie można by oddzielić tych żyć? Łowca kontra zwykły człowiek? Czy wymagam tak wiele?
Przynajmniej teraz wiem by bardziej doceniać brata. Ma on tak samo wiele tajemnic jak ja, choć zwykle o tym zapominam. Nie można oddzielić tych egzystencji ani osób z nimi związanych. To zawsze dopada człowieka w ostatniej chwili.

Skóra. Dean
Dopiero teraz, widząc Sama ze starą przyjaciółką uświadomiłem sobie co stracił. Z jakiego życia musiał zrezygnować, porzucając Stanford po śmierci Jessicy.
Wiem, ze w dużej mierze to moja wina. To ja ściągnąłem go do szukania taty, przeze mnie zostawił dziewczynę samą. Kiedyś porzucił rodzinę by zacząć żyć inaczej, a teraz do tego wraca.
Sam musiałem zrezygnować z wielu pragnień by zostać przy tacie. Ale patrząc na Sama, gdy męczy się z koszmarami, żałuję swojej decyzji. Nigdy nie powinienem wchodzić do jego domu, wciągając w niebezpieczeństwo.

Może gdybym tego nie zrobił wszystko skończyłoby się inaczej? Czy samotność byłaby aż takim utrapieniem?

niedziela, 4 stycznia 2015

4. "My Supernatural Life" Sam cz.1

#Supernatural #Sezon1 #Drabble #Cykl #K+ #Friendship #Family #Drama #SamWinchester

Witam,
Tak, tak, po raz kolejny zamieszczam tekst z Supernatural, jednak tym razem jest to początek cyklu Drabbli. Jeden tekst = Jeden odcinek Sezon pierwszy z punktu widzenia Sama (choć czasem dodatkowo będzie Dean [+1 drabble]).
Będą to tekstu nawiązujące do odcinków, pokazujące bardziej odczucia postaci. Przyznam, że już dawno nie pisałam tak krótkich tekstów, więc przepraszam za wszystkie potknięcia.

Co do innych dzieł. Mam skończone jedno z Sherlocka, ciąg dalszy cyklu drabbli. Jestem w połowie Igrzysk Śmierci, Seviki oraz Merlina. Czekam też na inne propozycje! Od teraz teksty będą pojawiały się co weekend, a w kolumnie obok można zauważyć jeśli coś się zmieni. Za tydzień obiecuję inną tematykę!

Pozdrawiam,
Croy


Z dedykacją dla Marley. Jak podoba się SPN? ;)


Kobieta w bieli
Wszystko zawsze zaczyna się tak samo, przynajmniej w naszej rodzinie. Życie zawsze przepełnione było potworami, demonami i innymi niewytłumaczalnymi zjawiskami. Chciałem po prostu od tego uciec, nie udało się.
Mama, Jess... Nie tak łatwo zostawić za sobą przeszłość, gdy puka ona co chwila do drzwi. Nie można zapomnieć, trzeba walczyć. Nie tylko o sprawiedliwość, nie chodzi o zemstę. To coś więcej. To nasze życie, które w końcu powinno być normalne.
Dlatego tym razem nie poddam się. Mam zamiar walczyć, odnaleźć ojca i pokazać kreaturom, że ich wysiłki pójdą na marne. Zamierzam wygrać, choćby była to ostatnia rzecz w moim życiu.

Wendigo
Nasza rodzina ulepiona jest z innej gliny. Mimo tylu krzywd to my pomagamy innym. Robimy to, zabijając niemal wszystko na naszej drodze. Choć nie do końca to rozumiem.
Nie potrafię obronić nawet bliskich mi osób, a co dopiero obcych. Powinniśmy znaleźć tatę, a potem pokonać to ścierwo, które zabiło najważniejsze kobiety w moim życiu.
Nie jestem taki jak Dean. Nie potrafię zapomnieć, iść dalej, wspierać innych. Mając cel, skupiam się na nim, zapominając o roli łowcy. Ale on próbuje mi o tym przypomnieć. Należy zabić wszystkie napotkane potwory, dopiero potem znaleźć tatę. I wtedy dokonamy naszej zemsty raz na zawsze.

Trup w wodzie
Ludzie najczęściej sami kształtują swoje życie, a co za tym idzie, sprowadzają do niego potwory. Jeden grzech przeszłości, przewinienie, które ciągnie się przez długie lata. Zbyt często mamy z tym do czynienia w tej robocie. Znajdujemy winnych w ofiarach, ofiary w zbrodniarzach. Jak mówić o zasadach moralnych, gdy ich nie ma?
To samo można powiedzieć o nas. Mordercy, a zarazem skrzywdzeni. Doznaliśmy krzywd i odpłacamy za nie wszystkim innym. To nie do końca fair, ale tak żyjemy od zawsze. Sprawiedliwość nie jest do końca dobra. Zabijanie rodziny oprawcy po trzydziestu pięciu latach też nie. Ale czy można się temu dziwić?

Trup w wodzie. Dean
Dean jest dziwną osobą. Czuję, jakby podczas mojej nieobecności zmienił się w zupełnie nowego człowieka. Za bardzo przypomina mi tatę. Wydoroślał, jeśli można tak to ująć. Nie myśli już tylko o sobie, dba przede wszystkim o innych...
To dla mnie dziwne, widzieć go w takiej postaci. Nie przestaje szukać wszędzie seksu i przygody, lecz wie kiedy przystopować. To nie jest już ten sam Dean. Jest dobrym łowcą i towarzyszem, choć nadal palantem. Oby tylko nigdy się to nie zmieniło. Żałuję, że poznałem go na nowo w takich okolicznościach. Tata, Jess... Nie tak chciałem spotkać ponownie brata. Lecz nie miałem wyboru.

P.S. Zapomniałam o moim >"Wyzwaniu Czytelniczym"< na 2015 rok? Macie może swoje?

środa, 31 grudnia 2014

3. "Genialny"

# Supernatural #Ogólny #One-shot #K+ #Family #Friendship #SamWinchester

Witam,
Tym razem po raz kolejny miniaturka Supernatural, jednak z perspektywy Sama.
To ostatni tekst ogólny jaki mam do tego fandomu, jednak tworzy się seria drabbli do pierwszego sezonu. Już niedługo ich pierwsza część pojawi się na blogu.
Dodatkowo kończę miniaturkę do Igrzysk Śmierci, zaczęłam też pisać coś do Merlina oraz Sherlocka. Znalazłam też zaczęty cykl śmiesznych miniaturek Harry'ego Pottera. Ktoś chętny do przeczytania?

Dostałam propozycje, żeby napisać "fluffowy" Destiel? Osobiście nawet lubię ten pairing, jest ktoś chętny do czytania? W najbliższych dniach pojawi się zakładka "Postacie" przy Oznaczeniach. Będą tam informacje o głównych bohaterach/pairingach. Niektórych nie lubię (np. Wincest) i nigdy o nich nie napiszę żadnego tekstu.

Na razie to chyba wszystko. Szczęśliwego Nowego Roku!
Croy


Nie wiem czy to czytasz, ale z dedykacją dla Kaśki! 
A ty co sądzisz o Deanie?


 Genialny.
To słowo jako pierwsze przychodzi mi na myśl, gdy mam opisać swojego brata. Oczywiście zaraz po tym przychodzą takie epitety jak: arogancki, impulsywny, agresywny, irracjonalny, kłamliwy... Ale to i tak nie zmienia faktu, że pierwszy to „genialny”.
Nikt inny zapewne nie określiłby go tym słowem. Niestety, zbyt mało osób zna go na tyle dobrze, by to zrobić. Mój brat jest dupkiem, zawsze był i, mam nadzieję, zawsze będzie. To jego znak rozpoznawczy. Gdyby z Deana zrobił się przyzwoity obywatel, byłby to zapewne znak prawdziwej apokalipsy. Wiem, że to wkurzające, mieć do czynienia dzień w dzień z chodzącym palantem, jednak brakowało mi tego przez długi czas, gdy któryś z nas gdzieś znikał. A jak na razie znikamy zbyt często ze swojego życia...
Lecz wracając do jego „genialności”, nie jest on podobny do innych mądrych osób. Jest jedyny w swoim rodzaju, a większość rzeczy zawdzięcza sam sobie, a nie innym ludziom czy książkom. To on mnie wychował, gdy ojciec ganiał za potworami, troszczył się o to, bym jadł, chodził do szkoły i robił to, co pragnę. To idiotyczne, że lekceważy sam siebie, podczas gdy to on jest tym lepszym bratem. Nie wiem, czy jako nastolatek potrafiłbym zrezygnować z własnych marzeń nawet dla własnego brata. Choć jestem teraz tym „poważniejszym”, to on nadal uważa się za mojego opiekuna, porzucając swoje pragnienia.
Jego zachowanie jest czasem śmieszne. Zostawił swoje stabilne życie, rodzinę i normalny dom, gdy tylko potrzebowałem jego obecności. Wiem, że lepiej byłoby mu z nimi, jednak jestem samolubny, ciesząc się z jego decyzji. Tym samym, gdy widzę te smutne spojrzenia, które mi rzuca, gdy mówimy o moim życiu... Mam ochotę krzyczeć! Wiem, że dużo straciłem. Powinienem być teraz prawnikiem, mieć żonę, dzieci, jednak najwidoczniej nie mogło być tak sielankowo. Straciłem Jess, podobnie jak wszystkie inne kobiety, z którymi byłem na dłużej, ale jest to wpisane w życie łowcy. Nikt nie może nic na to poradzić. A jednak Dean ciągle się obwinia.
Jest to jego kolejna wada, tuż obok bycia palantem. Ale ma w sobie zbyt wiele dobra, by móc pominąć zalety. Piekielnie dobry łowca, choć sam nie patrzy tak na siebie. Większości nauczył się sam lub od ojca, ale to doświadczenie zdobywane od najmłodszych lat rozwinęło jego umiejętności. Okej, ja jestem dobry w księgach, zaklęciach, jednak to on z każdej rzeczy potrafi zrobić broń, myśli strategicznie, nie zdając sobie z tego sprawy. Jest po prostu genialny.
Zbyt często słyszałem słowa Castiela o jego duszy. Mimo krzywd których doznał i które wyrządził, nadal jego najważniejsza cząstka jest cała i lśni ponad wszystko. Wiem, że mój brat ma wiele wad bardziej widocznych przy pierwszym spotkaniu, bo nigdy nie był osobą otwartą. Jego powierzchowne, durne zachowanie może zmylić wszystkich, jednak nie najbliższych.
Obojętnie co zrobi i co stanie się w przyszłości, lecz ja wiem dwie rzeczy. Dean na zawsze pozostanie najlepszym starszym bratem. I już zawsze będzie genialny.

sobota, 27 grudnia 2014

2. "Somebody to die for..."

#Supernatural #Ogólny #One-shot #T #Drama #Family #DeanWinchester
Witam,
To już druga miniaturka na tym blogu o podobnej tematyce. Supernatural w trochę poważniejszym wydaniu. Jednak z propozycji szykuję już tekst o Igrzyskach Śmierci oraz kilka innych o Merlinie, Sherlocku i (oczywiście) Supernatural.
Coś nowego pojawi się zapewne w środę/czwartek. Choć od stycznia miniaturki będą pojawiały się tylko co weekend.
Liczę na jakieś komentarze/mały odzew... Sama nie wiem.

Do napisania,
Croy


Z dedykacją dla Bellatrix


 Nigdy nie byłem zły na ojca za to, na jakiego człowieka mnie wychował. Jestem teraz silny, trudny do złamania, niezniszczalny. Ani piekło, ani czyściec nie pokonały mnie, nie dały rady. Żadne stworzenie nie jest dla mnie za sprytne. Można pokonać każdego, trzeba tylko wiedzieć jak. Broń jest moim przyjacielem, inteligencja i przebiegłość stała cechy charakteru. To jestem ja i nic tego nie zmieni.
Jednak nie mogę powiedzieć, bym dziękował za sposób wychowania. Mówi się, że człowiek pamięta przede wszystkim te złe chwile, ja mam niemal tylko takie. Nie pamiętam, jak to było być dzieckiem. Wiem, że teraz moje zachowanie można by nazwać dziecinnym, jednak to nie to samo. Nie było beztroski, zabawy i spokojnego jutra. To ja byłem rodzicem, który musiał zapewnić Samowi to, czego potrzebował. Zawalony rok czy dwa przez opiekę nad małym Sammym? To normalne. Kradzieże, by tylko kupić mu nowe buty czy prezent na święta, które tak pragnął? Były codziennością, musiałem sobie jakoś radzić. I w tym wszystkim był ojciec, choć powinienem powiedzieć, że raczej go nie było.
Znikał na tygodnie, czasem miesiące, zostawiając nas w pobliskim hotelu lub, jeśli mieliśmy szczęście, u któregoś łowcy, zwykle Bobby'ego. To ja pozostawałem pewnym punktem w życiu Sama, to do mnie przychodził, jak miał zły sen czy po to, aby pochwalić się oceną. Przyznaję, nie zawsze byłem w stosunku do niego fair. Sam dorastałem, też potrzebowałem kogoś, na kim mógłbym się oprzeć, pogadać, pochwalić się czymś czy uskarżać po prostu na życie. Jednak nikogo nie było. Nie miałem rodzica, bo sam już nim zostałem. A z czasem przestałem go potrzebować, było dla mnie za późno.
Mam dobre wspomnienia związane z ojcem. Nauka strzelania, boksowania, włamywania się do domów, ale przede wszystkim te wyblakłe obrazy, zanim umarła mama. Miałem tę przewagę, że pamiętałem. Może nie dużo, ledwie kilka scen, jednak czego można się spodziewać, miałem zaledwie cztery lata, gdy to wszystko się skończyło. Nawet to, co wspominam dobrze, poprzeplatane jest niezbyt miłymi zdarzeniami. Krzyki ojca, gdy nie potrafiłem zrobić tego, czego ode mnie żądał... Zawiedzione spojrzenia, gdy po prostu coś mi nie wychodziło. Te ciosy, gdy po powrocie z polowania upijał się i nad sobą nie panował... Gdyby nie nowe, wyleczone ciało po powrocie z piekła, nadal mógłbym podziwiać blizny, które miałem rozsiane po całej sylwetce. Ale wiedziałem, dlaczego to robi. Stracił wszystko, a ja tylko mu o tym przypominałem. Choć zawsze był moim ojciec i w chwilach, gdy panował nad sobą, wszystko było w porządku. Za to właśnie go kochałem.
Jednak Sam... Nigdy nie był świadomy, co się działo, gdy ojciec wraca do nas z polowania. Zaraz po przywitaniu kładłem go spać i wracałem, by zmierzyć się z nieuniknionym. Nauczyłem się, że w ten sposób nie zbudzi Sama, raz zrobił to i do dziś zapamiętałem ten błąd. To ja uczyłem brata walczyć, strzelać i wszystko inne, co było mu potrzebne do bycia łowcą. To on otrzymywał pochwały i uśmiech, gdy ojciec wrócił do domu. To on słyszał słowa: „Dobra robota, synu. Jesteś w tym lepszy od Deana.” I był lepszy ode mnie, przede wszystkim tam w środku. To on był zawsze tym lepszym bratem, bardziej współczującym, rozumiejącym i z tego jestem dumny. Od najmłodszych lat był mądry, aż w końcu nie można było porównywać mnie, przeciętnego mechanika, do niego, przyszłego mecenasa...
Żałuję, że nie udało mu się spełnić swego marzenia. Nie zasługiwał na przeklęty los łowcy, a ja go w to wplątałem. Mogłem szukać ojca sam, lecz miałem dość samotności, zbyt mocno tęskniłem za bratem, widząc w nim raczej własne dziecko, które zawsze będzie potrzebowało opieki. Nie mogłem pozwolić, by ostatnimi wspomnieniami Sama dotyczącymi ojca była ta piekielna kłótnia tuż przed jego wyjazdem. Trzaśnięcie drzwiami, schowanie do kieszeni koperty, którą dałem mu tuż przed wyjściem i nie obejrzenie się za siebie. I wtedy zostałem sam, choć chciałem pobiec za nim, uciec wraz z nim od tego koszmaru. To tej nocy zyskałem kilka blizn, które przez kilka lat były dla mnie przypomnieniem, że zamiast mnie mógł być to Sam. A on sobie na to nie zasłużył.
Chciałem uciec i to nie raz. Choć zawsze były przeszkody, które nie pozwalały mi nic zrobić. Coś co zatrzymywało mnie przy boku ojca i nie dawało szansy na chwilę wytchnienia. Z początku był to Sammy. Nie mogłem zostawić go samego, a ucieczka razem nie wchodziła w grę, dopóki nie był pełnoletni. Po jego ucieczce nic mnie nie trzymało, wtedy jednak nie miałem środków by to zrealizować. Pieniądze zbierałem, odkąd pamiętam. Na początku pod materacem, potem już na koncie w banku. Nigdy nie dotknęłam nawet jednego dolara, wiedząc, że mają inne przeznaczenie. Czasem, gdy ojciec nie wracał tygodniami, chciałem wyjąć kilka centów, zwłaszcza gdy już niemal nie było pieniędzy, które on zostawił. Zwykle zaciskałem zęby, kupując jedzenie dla brata, gdy dla mnie już nie starczało. Jednak opłaciło się. Dałem mu kopertę, a w niej kartkę bankową z instrukcją. Miał na niej pieniądze potrzebne do rozpoczęcia szkoły, nowego życia. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy, choć wiem, że ich użył. Zapewniłem mu wszystko, co tylko mogłem, by zaledwie kilka lat później wszystko zepsuć.
Mam nadzieję, że kiedyś Sam mi wybaczy to, co zrobiłem. Nie poruszamy tego tematu, ale czasem widzę w jego oczach oskarżenie, zwłaszcza, gdy stykamy się z normalnym życiem. To on zawsze pragnął domu, ogrodu i rodziny. Ja chciałem tylko spokoju, tego, by ktoś o mnie pamiętał nie tylko od święta, ale i w zwykły dzień. Choć zamiast chronić brata, naraziłem go na jeszcze większe niebezpieczeństwo, to ja powinienem cierpieć, nawet zginąć. A Sam powinien być z rodziną w domu, z żoną i dziećmi, chodząc codziennie do sądu lub kancelarii. Powinien normalnie żyć, tak jak sobie wymarzył.
To ja, Dean Winchester, zaprzepaściłem szansę własnego brata na normalne życie. Żałuję tego, nie mogę nawet wyrazić w jak dużej mierze, chciałbym naprawić to, co zrobiłem. Niestety jest już za późno. Mam jednak nadzieję, że kiedyś, choćby za tysiąc lat, zostanie mi to wybaczone.


środa, 24 grudnia 2014

1. "Najsmutniejsi..."

#Supernatural #Ogólny #One-shot #T #Angst #Drama #DeanWinchester 
Witam!
Oto pierwsza miniaturka z wielu, które pojawią się na tym blogu. Pierwsza linijka to oznaczenie, więcej o nim w menu >tu<. Mam nadzieję, że spodoba się wam mój pierwszy utwór, choć nie jest zbyt długi. Niedługo biorę się za pisanie propozycji i czekam ciągle na nowe >tu<.
Szablon już zamówiony, a kolejna miniaturka pojawi się w weekend, jeszcze nie wiem o jakiej tematyce.

Chciałabym także życzyć wszystkim Wesołych Świąt! Uśmiechu na twarzy, powodzenia w życiu osobistym, jak też sukcesów w pisaniu. Wielu czytelników, byście dalej kształcili się w pisaniu i czego tylko pragniecie!
Miniaturkę chciałabym dedykować wszystkim czytelnikom!




Najsmutniejsi ludzie śmieją się najwięcej.

Po raz kolejny siedzę w bunkrze, w otoczeniu przyjaciół. Kevin, Charlie, Garth, Sam, Castiel... Wszyscy śmieją się, jakby za drzwiami nie czekała na nas chmara demonów i innych potworów do zabicia. Włączyli film, którego i tak nie oglądają. Rozmawiają, piją piwo, ciskając w siebie jedzeniem, a pośród nich jestem ja. Rozwalony na kanapie, rzucam zabawne teksty, objadając się ciastem. Nikt nie przygląda mi się zbyt dobrze, jestem tam gdzie powinienem. Zachowuję się tak jak powinienem. Śmieję się, choć mam ochotę krzyczeć. Piję piwo, choć mam ochotę rzucić butelką o ścianę. Jednak dalej pozostaję na swoim miejscu, mimo iż mam wszystkiego dość.

Najsmutniejsi ludzie śmieją się najgłośniej.

Kolejna sprawa, kolejny potwór, który na szczęście został już pokonany. I w końcu zostaję w pokoju sam. Sammy wyszedł do baru zaledwie kilka minut wcześniej, zbyt zadowolony, by przejmować się tym, że nie chcę iść z nim. Zabrał Casa, za co jestem mu wdzięczny. W końcu mogę odetchnąć, zmyć uśmiech z twarzy, który zaczyna mi coraz bardziej ciążyć. Nikt tego nie zauważa. Jestem starym, dobrym Deanem, który zajmie się wszystkim, który wyciągnie z kłopotów. Jedynie Cas zaczyna coś podejrzewać, widzę to w jego wzroku, który zdaje się być tak samo nieustępliwy jak na początku naszej znajomości. Nie potrafi on jeszcze zrozumieć wszystkich ludzkich emocji, zna mnie, jak nikt inny z wyjątkiem Sama. I wiem, że kiedy się załamię, on pierwszy to zauważy, jednak wtedy będzie za późno.

Najsmutniejsi ludzie śmieją się najczęściej.

Moja maska zaczyna spadać. Sam coraz częściej wszczyna kłótnie, Cas coraz rzadziej się pojawia. Dziś usłyszałem słowa, które pokazały mi, że to wszystko tak naprawdę nic dla nich nie znaczy: „Dean, mógłbyś przestać myśleć o sobie i zwrócić uwagę na innych?! Mam dość twojego samolubstwa!”. Nie jestem samolubny, odkąd pamiętam myślę o innych, pomijając własne pragnienia. Ojciec, Sammy, Bobby, Sammy... Jo, Garth, Sammy, Castiel, Kevin, Charlie... Sammy, Castiel... Zawsze inni byli najważniejsi, zwłaszcza mój młodszy brat. Przyzwyczaiłem się już w dzieciństwie odrzucać wszystkie swoje pragnienia. Alkohol, panienki, przestępstwa? To odskocznia, coś co mogę robić, nie narażając ludzi, na których mi zależy. Jestem w tym jednak słaby. Jako opiekun pozwoliłem umrzeć zbyt wielu ważnym osobom, Sammy i Cas przeszli jeszcze gorsze rzeczy, gdybym tylko był lepszy...

Najsmutniejsi ludzie śmieją się na głos.


Miałem rację, pierwszy zauważył to Castiel, jednak dla mnie było już za późno. Straciłem to coś w sobie, co pozwalało mi iść dalej przez życie, mając swój cel. Zgubiłem wiele pośród tych wszystkich polowań i wyjazdów. Gubiłem cząstkę po cząstce, aż w końcu nie zostało nic z mojej duszy i marzeń. Została tylko pusta skorupa, a Dean Winchester przepadł na zawsze. Teraz chcę wytchnienia, jestem samolubny, chcąc umrzeć raz na zawsze i pozbyć się wszystkich zobowiązań. Jednak nawet anioł nie może naprawić tego, co po prostu zniknęło. Bez duszy, bez celu idę dalej, mając nadzieję, że za kolejnym zakrętem czeka mnie upragnione uwolnienie.
Theme by Hanchesteria