Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cykl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cykl. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 lutego 2015

13. "Listy" cz.1

#Sherlock #Cykl #Sezon2 #One-shot #K+ #Friendship #Drama #Anderson #MollyHopper #SallyDonovan

Hej,
Miałam się pojawić tydzień temu, jednak nie dałam rady... Za co bardzo przepraszam. tym razem jest to 1 cz. Sherlocka i tym samym pierwsza cześć prezentu dla Marley. Mam nadzieje, że uda mi się wstawić w terminie resztę prezentu dla niej. Jeszcze raz Wszystkiego Najlepszego! (pomimo, iż spóźnione)
Croy



 Ta kobieta... Nie można pomylić jej z żadną inna postacią na świecie. Jest wyjątkowa, jedyna, osobliwa. A przede wszystkim oryginalna i bezwzględna. O tym ostatnim przekonało się w krótkim czasie dość dużo osób. Może to dziwne, ale czasem szczerość może strasznie zaboleć, zwłaszcza jeśli prawdę powie osoba tak wyjątkowa jak Irene Adler. Nic nie zyskała dzięki tym słowom. Jednak miała dług wdzięczności, który chciała spłacić choćby w części.
Pierwszy list pojawił się w Scotland Yardzie na początku października. Leżał spokojnie na biurku jednego z pracowników, czekając cierpliwie na otwarcie. W ten poniedziałek Anderson nie śpieszył się z czytaniem korespondencji, miał w końcu o wiele lepsze rzeczy do zrobienia. Jednak z jednym z nich czekało coś, co miało go bardzo zaskoczyć.

„Nie wiem jak powinno się zaczynać takie listy. Na pewno nie miłymi słowami, ani groźbami, przynajmniej nie od razu. Choć znając ciebie nawet tego byś nie zauważył. Jesteś w końcu największym idiotą w tym wydziale. Przejdźmy więc od razu do rzeczy.
Twoja postura, zachowanie... Zastanawiam się jak to możliwe, że pracujesz w policji. Nie masz żadnych predyspozycji do tego zawodu. Szczerze... Wątpię byś pasował gdziekolwiek. Jednak to nie o twoim idiotyzmie będzie tu mowa.
Sherlock Holmes? Kojarzysz to nazwisko? Ta osobę? Chyba powinieneś, w końcu pomaga wam od tak dawna... nie? Tak, widać to w twoim zachowaniu. Nie zauważasz jego pomocy, mimo iż rozwiązuje za ciebie tak wiele spraw. Mówisz „świr”, próbujesz atakować, a nie zauważasz swojej własnej głupoty. Trochę smutne, nie uważasz?
Czasem mam nadzieję, że Sherlock odmówi wam pomocy. Pokazał by wam jak trudno jest żyć i rozwiązywać sprawy bez jego pomocy. Może doceniłbyś w końcu pomoc. I okazałbyś wdzięczność, a nie tylko zgłaszał się do przeszukiwania jego mieszkania by go ośmieszyć.
Groźby? Chyba nie powinno się ich pisać w takim liście, więc zostawmy tu to niedopowiedzenie... Ale zastanów się, czy chcesz dostać kolejny, bardziej dosadny list?
…......................”

Anderson przeczytał schludne pismo dwa razy. Zwykła biała koperta z jego imieniem. Biała kartka ze staranna kaligrafią, litery napisane czarnym tuszem... Mężczyzna schował zwitek papieru do szuflady, potem go wyrzuci. Nie przejął się zbytnio tymi słowami, to nie pierwszy list tego typu, który dostał. A Sherlock? Nic go nie obchodził ten świr.


Kolejny list pojawił się w kasetce służbowej w szpitalu św. Bartłomieja. Tuż po weekendzie w połowie października koperta w kolorze ecri, nie tak śnieżno biała jak wcześniej, niespodziewanie została odnaleziona w poczcie służbowej Molly Hopper. Młoda kobieta zwlekała z czytaniem aż do lunchu, gdy w końcu usiadła z kawą przy swoim biurku. Praca po weekendzie była trudna, lecz Molly i tak ja uwielbiała.
Tym razem kartka była prosta, biała. Jednak był to ten sam charakter pisma, ten sam czarny tusz. Eleganckie litery...

„Będzie to chyba jeden z moich najmilszych listów. W końcu sama jesteś „miłą” osobą, prawda? Molly Hopper, patolog w szpitalu Barts, którzy by ciebie nie lubił, co? Choć może jesteś aż nazbyt niewinna... zbyt słodka, posłuszna... Tak. Nie widzę cię do końca w ten sposób. W końcu jaka osoba tak bardzo lubi grzebać w trupach? Och... Sherlock Holmes.
Znasz go, prawda? Oczywiście, jakbyś mogła nie znać. W końcu nie możesz doczekać się jego każdej wizyty. Jesteś w nim zakochana? Na pewno nie w sposób, w jaki inni to postrzegają. Osoba miła... karmiąca swoje własne ego przy pomocy innych.
Chodzi o jego wiedzę medyczną? Lubisz, gdy pyta o coś, czego sam nie jest pewny, gdy zwraca na ciebie uwagę? Czy może jesteś zapatrzona w jego powierzchowność? Blada cera, czarne, kręcone włosy, wysoki, nieskazitelny... niemal wzór ideału, prawie. Takiej urody wielu by mu pozazdrościło. Jednak jego osobowość? Intelekt? Znasz go choćby trochę, czy po prostu pragniesz zaciągnąć go do łóżka?
Och, wiem, że widzisz jego geniusz, ale czy doceniasz? Chyba nie naprawdę. Mało kto docenia, jak można zauważyć. Więc lepiej doceń jego pomoc, póki ona jest... Bo może jej zabraknąć...?
….......................”

Molly wpatrzyła się z niedowierzaniem w list. Co to miało być? Jak ktoś... A potem się zaśmiała. To oczywiste, że był to jakiś głupi żart. Trochę straszny, ale...
Umiejąc się schowała go do koperty, a potem do szafki, zastanawiając się, kto też jest tak niestabilny. Czyżby Sherlock?


Tym razem był to początek listopada. Pogoda w Londynie zwiastowała nadchodzącą zimą, a ludzie przemierzali szybko ulicę. Sally Donovan nie była pewna czy cieszy ja wizja spokojnego weekendu. W końcu miała spędzić do samotnie. Wyjęła listy ze skrzynki, nie zauważając dziwnej koperty w kolorze ecri. Dopiero późnym wieczorem po długiej kąpieli zajęła się korespondencją.
Koperta nie miała znaczka, czy pieczątki, a nawet adresu, jedynie jej imię. Może nie powinna tego czytać będąc tak niepewna, jednak... Papier listowy był w tym samym kolorze lekkiego ecri, uwydatniając tym samym czerń tuszu, zapewne pochodzącego z pióra. Ale chodziło tu o treść, a nie styl wykonania.

„Gdyby trzeba było podać osobę, którą lubi się najmniej, zapewne na mojej liście pojawiłoby się twoje nazwisko. Och, mam kilka bardziej znienawidzonych „przyjaciół”, lecz mimo to...
Jesteś dobrą policjantką, wiele razy to pokazywałaś. Niestety, tego odmówić ci nie można. Jesteś ładna, to też fakt. Ale czy to czyni z ciebie kogoś lepszego? Sama powinnaś się nad tym zastanowić. Bo jeśli chodzi o charakter... To dlatego cie nie lubię.
Nie jesteś głupia, w ostateczności w końcu to mogłoby być wyjaśnieniem. Ale posiadasz tą inteligencję, która nakazuje cię doceniać, jednak w porównaniu z Sherlockiem Holmesem... Jesteś idiotką. Dlaczego więc można doceniać ciebie, a nie jego? Chyba, ze posiadasz inny słownik, gdzie słowo „świr” jest komplementem.
Ten list... nigdy by nie powstał, gdyby nie jedna sprawa. On ciebie docenia! Niestety można było to ostatnio zauważyć. Ceni sobie (w pewien sposób) twoje życie. Co nadal pozostaje największym zaskoczeniem jak dotąd. Ty? Ale nie ma co próbować zrozumieć Sherlocka Holmesa.
Odbiegam od tematu, choć może i nie. Jako policjantka powinnaś go doceniać, jako kobieta również. Nie każdy młody, przystojny mężczyzna chciałby poświęcać swój czas na bieganie do Yardu i pomaganie wam. Jednak to dla ciebie na dużo...
Zastanów się, co zrobiłabyś gdyby go zabrakło? Ilu ludzi zginęłoby? Może i ty byś już nie żyła? Czy tak trudno okazać wdzięczność?
…....................”

Donovan zamrugała szybko, nie wiedząc jak ma odczytać daną treść. Czy to pogróżki? Ostrzeżenie? Czy jakiś kolejny żart?
- Holmes robi to dla siebie. Ten psychopata sam zacząłby zabijać, gdyby nie mógł brać udziału w akcjach policji – rzuciła do siebie.
Ignorując list rzuciła go na szafkę. Nie zdziwiłaby się, gdyby sam świr go napisał. W końcu czego można się po nim spodziewać innego?

niedziela, 8 lutego 2015

11. "My Supernatural Life" Sam cz.3

#Supernatural #Sezon1 #Cykl #Drabble #K+ #Friendship #Family #Drama #SanWinchester

Witam,
Przyznam, że i ten tekst wstawiam na szybko i jest to kolejna część cyklu drabbli. Ostatnio mam mało czasu, choć pomysłów mi nie brakuje. Dlatego za tydzień postaram się dodać coś o innej tematyce, może Sherlock? Jak sądzicie?

Tym razem dziewiąty odcinek zawiera drabble, drouble i dribble... Sami zobaczcie dleczego ;)

Miłego czytania,
Croy



Człowiek z hakiem
„Ludzie wokół mnie umierają...” Nie tylko Lori może to powiedzieć. W końcu i za mną ciągnie się tak wiele śmierci... Zbyt wiele. Każda z nich leży na moim sumieniu, nie mam wytłumaczenia w postaci ducha.
Moralność, wszystko obraca się wokół tego jednego słowa. Rozpusta, zdrada, wina... A czy moje pocałunki z nią nie były przekroczeniem granicy? Nie minęło dużo czasu od odejścia Jess, a moje zachowanie jest nie na miejscu.
Dlatego nie mogłem tam zostać. Musimy ruszyć w drogę i spełnić nasze zadanie. Mam nadzieję, że powtarzając to sobie, w końcu w to uwierzę. Ale jaka jest na to szansa.

Robale
Nigdy nie można wykluczyć wszystkich możliwości, czasem te najbardziej absurdalne okazują się być prawdziwe. Klątwa rzucona dwieście lat wcześniej czy uczucia mojego ojca... sam nie wiem co już jest właściwe.
Cieszę się, że Dean powiedział mi co robił tata przez te lata, gdy byliśmy rozdzieleni. Dbał o mnie? Nie jestem pewien, jednak sprawdzał jak sobie radzę. Pomimo naszej kłótni i ostrych słów, nie znienawidził mnie. To trochę dziwne.
Życie w rodzinie łowców nie jest łatwe, zwłaszcza jeśli wolisz normalną egzystencję. Szkoła, praca, żona... Teraz nie jest to ważne. Nie można cofnąć czasu czy wskrzesić Jess. Teraz ważne jest tylko polowanie.

Dom. Sam
Moje koszmary okazują się prawdą... Nie dziwię się, że Deana to martwi. Sam nie jestem zachwycony. Jednak czy to wysoka cena za życie całej rodziny?
Nie pamiętam domu, nigdy tam nie wracaliśmy, nie mówiliśmy o „tamtej” nocy zbyt wiele. Dopiero po dwudziestu latach dowiaduję się, że to Dean mnie uratował. Teraz nie dziwi mnie jego troska.
Czy Missouri ma rację, to mój dar? To, że wyczułem i mogłem zobaczyć mamę, cy to niezwykłe? Jedynie zdjęcia przywołują mi jej obraz, teraz wiem, że nas kochała, troszczyła się. Tak jak troszczy się o nas tata, nawet jeśli go przy nas nie ma.

Dom. Dean
Powrót do domu był jednym z najgorszych przeżyć w moim życiu. Obiecałem, że nigdy nie wrócę, nie po tym... wszystkim. Jednak znów być w tym miejscu, tam skąd mam wspomnienia o mamie, było niezwykłe.
To zawsze będzie masz dom, Lawrence. Mimo, iż od tak dawna nie pojawiamy się w nim. Tu zmarła mama, tu zmienił się tata, ciągnąc nas za sobą. Czy gdybyśmy nie byli łowcami, ta rodzina by zmarła? Na pewno nie moglibyśmy ponownie zobaczyć mamy.
Pamiętam ją z dzieciństwa, ze zdjęć, choć wszystko jest wyblakłe. W tym domu, gdy ukazała się z ognia... Nidy nie liczyłem, że ujrzę ją jeszcze raz. Na pewno nie w ten sposób. Jej uśmiech, czułość w jej wzroku, nie widziałem czegoś podobnego od lat. Takie spojrzenia nie są mi posyłane zbyt często... wcale. Jednak żałuję, że się poświęciła. Nie chroni już domu, nas... Lecz w końcu, po tylu latach, ma spokój.
Wiem, dlaczego mimo upływu czasu tata nadal szuka. Nie może pogodzić się ze stratą ukochanej, tak jak ja ze stratą matki. Chciałbym by była przy mnie w najważniejszych momentach życia, by wspierała choćby uśmiechem.
Czasu nie można cofnąć, lecz mam Sama i tatę. To oni są najważniejsi i nic tego nie zmieni.

Dom. John
Spotkanie chłopców... Jeszcze na to za wcześniej. Jednak widząc ich, mam ochotę po prostu tam podejść, być przy nic. Obaj tego potrzebują.
Prawda... Gdy tylko ją poznam, na nowo pojawię się w ich życiu. Sam tego potrzebuję, tak długo byliśmy rozdzieleni. Razem jednak nie rozwiążemy sprawy, a ona jest priorytetem.


środa, 28 stycznia 2015

9. "My Supernatural Life" Sam cz.2

#Supernatural #Sezon1 #Cykl #Drabble #K+ #Friendship #Family #Drama #SamWinchester
Witam,
To już ostatni środowy tekst jak na razie. Wracam do zwykłego publikowania co tydzień w soboty. Tym razem przychodzę z dalszym ciągiem drabbli do Supernatural. Przypominam: 1 drabble = 1 odcinek (plus jeden dodatkowy od innej postaci). Nie wiem jak drugi sezon, ale pierwszy poświecę cały z perspektywy Sama. Chyba go lubicie, prawda?
Nie mam pojęcia, jaki tekst wstawię w sobotę. Chcielibyście jakiś konkretny? I dziękuje za głosy w ankiecie, teraz przynajmniej wiem, co lubicie.
Do napisania,
Croy




Tajemniczy podróżnik
Nawet najtwardsi ludzie mają swoje słabostki i lęki, choć czasem trudno w to uwierzyć. Spotkało to w końcu Deana, ostatnią osobę, którą bym o to podejrzewał. Latanie. Samoloty... Kto podejrzewałby go o ten lęk, gdy zabija każdą kreaturę na swojej drodze? Jest łowcą, osobą, która widziała w życiu zbyt dużo, a jednak posiada tak „zwyczajną” słabostkę.
Z jednej strony pociesza mnie to. Dowodzi, że nawet on nie jest idealny, potrzebuje wsparcia. Nie jestem jedynym bratem mającym swoje koszmary. Nie ważne mniejsze czy większe. Jednak on to przezwycięża, wie kiedy odpuścić. Mi trudno zapomnieć o przeszłości, to nie znika tak łatwo.

Krwawa Mary
Mając swoje tajemnice, te najgłębsze, trudno wybaczyć sobie wszystko. Zwłaszcza czyjąś śmierć. Nic nie powinno być sekretem, nie takim.
Moja tajemnica dotycząca Jess, moja wina była tu potrzebna, lecz omal nas nie zabiła. Wyśniłem to, nie zapobiegłem tragedii. To powinien być mój koniec. Choć widząc cierpienie innych „niewinnych” zbrodniarzy powstaje pytanie: „Kiedy należy sobie wybaczyć? Czy w ogóle można?” Koszmar budzący w noc w noc, jej imię wykrzyknięte w ciemność, nadzieje, że kiedyś uzyskam przebaczenie. Czy to ma sens?
Tak jak Mary szukam sprawiedliwości, tak jak powinienem szukać winnych i zemsty. Tylko gdzie to znaleźć, skoro nie ma żadnych śladów...

Skóra
Nikt nie jest już sobą, nie ma prywatności, osobowości. Pozostaje jedynie żyć w nadziei, że dokona się swego żywota w spokoju.
Dwie osoby, jedna skóra i wspomnienia. Czy to nie dziwne jak łatwo potwór może zniszczyć czyjś świat i marzenia? Zwłaszcza, że wplątani są w to moi przyjaciele. Czy nie można by oddzielić tych żyć? Łowca kontra zwykły człowiek? Czy wymagam tak wiele?
Przynajmniej teraz wiem by bardziej doceniać brata. Ma on tak samo wiele tajemnic jak ja, choć zwykle o tym zapominam. Nie można oddzielić tych egzystencji ani osób z nimi związanych. To zawsze dopada człowieka w ostatniej chwili.

Skóra. Dean
Dopiero teraz, widząc Sama ze starą przyjaciółką uświadomiłem sobie co stracił. Z jakiego życia musiał zrezygnować, porzucając Stanford po śmierci Jessicy.
Wiem, ze w dużej mierze to moja wina. To ja ściągnąłem go do szukania taty, przeze mnie zostawił dziewczynę samą. Kiedyś porzucił rodzinę by zacząć żyć inaczej, a teraz do tego wraca.
Sam musiałem zrezygnować z wielu pragnień by zostać przy tacie. Ale patrząc na Sama, gdy męczy się z koszmarami, żałuję swojej decyzji. Nigdy nie powinienem wchodzić do jego domu, wciągając w niebezpieczeństwo.

Może gdybym tego nie zrobił wszystko skończyłoby się inaczej? Czy samotność byłaby aż takim utrapieniem?

sobota, 24 stycznia 2015

8. "Kolejny głupi żart..."

#Sherlock #Cykl #One-shot #Sezon3 #T #Angst #Drama #Family #Tragedy #SherlockHolmes #MycroftHolmes #GregLestrade
Witam,
Nadszedł czas na ciąg dalszy miniaturki o Sherlocku. >Część Pierwsza< W gruncie rzeczy, miałam to podzielone na pół (sami zobaczycie dlaczego), lecz i tak czeka jeszcze jedna część. Tematyka podobnie jak wcześniej, kto czytał ten wie. Może znów jest smutno, lecz kontynuuje ten wątek. Przyznam, że mimo wszystko jestem dumna z tej "trylogii" Sherlocka.

Kolejny raz opublikuje w środę drugą część drabbli z Supernatural. Nie wiem co będzie dalej, wszystko zależy na co przyjdzie wena. Jednak piszę i to jest najważniejsze. Dziękuję też za wszystkie propozycje.

Croy

Z dedykacją dla siostrzyczki. 
Ces, powiedziałaś, że podoba ci się mimo tematyki ;)


 Kamery na Baker Street przestały działać. Był to sygnał dla techników, by powiadomić Mycrofta Holmesa, ten jednak, będąc zajętym, nie przejął się zbytnio. Sherlock jak małe dziecko szukał uwagi innych ludzi, zwłaszcza teraz, gdy wszyscy chcieli odpłacić mu za kłamstwa i nieobecność. Mógł wysłać do mieszkania Antheę, jednak ona sama była mu potrzebna w trakcie spotkania dyplomatycznego. Dwóch agentów powinno wystarczyć, dadzą oni odpowiedni wykład jego młodszemu bratu, a potem wysłuchają jego skarg. Nowe kamery natomiast zostaną założone za kilka dni, gdy tylko Sherlock opuści na chwilę mieszkanie.
Cała procedura trwała trochę dłużej niż zwykle, nie było powodu się śpieszyć tylko dlatego, że jeden detektyw konsultant się nudził. Choć Mycroft nie wiedział, że nawet te minuty niczego by nie zmieniły. Wrócił on szybko na spotkanie, w końcu to było teraz najważniejsze.
Pierwsza przesłanka, że coś jest nie tak nadeszła piętnaście minut później, gdy Anthea została wywołana na zewnątrz. Spojrzała na swojego pracodawcę, a ten jedynie kiwnął głową. Jeden z agentów podał jej telefon, gdy tylko wyszła na korytarz. To była druga rzecz, która zszokowała asystentkę. Z osłupieniem słuchała raportu agenta posłanego na Baker Street.
– Zdemolowane mieszkanie... Ciało na środku pokoju... Strzykawki... Brak oznak życia... Karetka jest w drodze... Nic nie da się zrobić... Zbyt duża dawka.
Kobieta usiadła na pobliskim krześle. Nigdy nie była emocjonalna, to dlatego zyskała tę pracę. Miała opinię najbardziej zimnej i rozsądnej asystentki w całym Pałacu Buckingham. Jednak to było dla niej za wiele. Czekała z telefonem przy uchu na pojawienie się karetki. Nie potrafiła teraz wywołać pracodawcy, skoro nie miała wszystkich danych. Nie potrafiła mu tego powiedzieć.
Karetka przyjechała kilka minut później. Dziewczyna słyszała sygnał w słuchawce i nerwowe głosy w tle. Aż w końcu agent po drugiej stronie po raz kolejny się do niej odezwał.
– Stwierdzono zgon, wzywają policję... Trzeba wykluczyć udział osób trzecich... Potrzebna jest rodzina w sprawie formalności...
Odkładając telefon, odetchnęła głośno i próbowała przywołać swój profesjonalny spokój. W końcu nie znała Sherlocka, jego... śmierć nie powinna mieć na nią takiego wpływu, nie powinna... Kiwnęła na jednego z czekających agentów i zduszonym głosem wyszeptała:
– Wywołaj Mycrofta Holmesa.
Mężczyzna odszedł na chwilę, po czym wrócił ze zdenerwowanym Holmesem. Miał on znudzony i wkurzony wyraz twarzy. Jakby to, iż musiał wyjść z tak ważnego spotkania, było zbrodnią. Kobieta wstała, jednak nie mogła spojrzeć mu w oczy.
– O co chodzi, Antheo? Muszę wracać na rozmowy – powiedział wyniośle.
– Na Baker Street... – zaczęła dziwnym głosem.
– Co tym razem zrobił Sherlock? Jestem pewien, że trochę pieniędzy tu i tam zatuszuje każda sprawę. W końcu każdy ma swoją cenę. A jeśli coś zniszczył, to masz telefon do fachowca. Zajmą się tym w kilka godzin – polecił i chciał już odejść, gdy usłyszał:
– Przedawkowanie...
– Słucham? – Mężczyzna odwrócił się nagle w jej stronę.
– Pański brat... Przedawkował. Lekarze stwierdzili już zgon, czekają teraz na oddział policji, który ma wykluczyć udział osób trzecich. – Z każdym słowem głos załamywał jej się coraz bardziej.
– Jeśli to kolejny żart z jego strony...
– Dostałam potwierdzenie. Trzeba co prawda zbadać ciało, lecz rzeczy znalezione...
Anthea załamała się i po raz kolejny usiadła na krześle, zamykając oczy. Mycroft zatoczył się lekko, jedynie refleks agentów pozwolił mu zając miejsce tuż obok asystentki. Sherlock... To niemożliwe. Zapewne jego kolejny żart, podobnie jak w wypadku samobójczego skoku. Kolejne przedstawienie, aby tylko zwrócić na siebie uwagę.
– Czekają na jakąś rodzinę – wydusiła kobieta.
– Jedziemy – nakazał Holmes wstając. – Jestem pewien, że to kolejny żart mojego brata.



W Scotland Yardzie wezwania napływały non stop. Wszystkie wydziały miały dokładnie przydzielony temat zbrodni, rzadko kiedy mieszały się one razem. Jednak tym razem było zupełnie inaczej. Gdy tylko napłynęła wiadomość o zgłoszeniu na Baker Street, zostało ono dostarczone do Grega Lestrada. Nie było to może coś rutynowego, lecz każdy znał stosunki łączące inspektora i Holmesa. One już na pewno nie były normalne.
– Zapewne zabił kogoś z nudów. Uprzedzałam wcześniej, jednak nikt nie chciał mnie słuchać – powiedziała Sally Donovan, jako jedna z nielicznych została oddelegowana do tego wezwania.
– Tak, choć zapewne miało to miejsce już jakiś czas temu. Potem pociął ciało i schował kawałek po kawałku do lodówki. W końcu tak bardzo lubi tak chować różne części ciała – dodał Anderson.
– Zamknijcie się oboje. Nie podano żadnych szczegółów, to może być kolejna błahostka w stylu Sherlocka. Niedługo będziemy na miejscu.
Greg wiedział, że zapewne niepotrzebnie fatygowali się do jego mieszkania. Od kiedy Sherlock miał zakaz pojawiania się w Scotland Yardzie, próbował już wielu rzeczy. SMS–ów, telefonów, maili, jednak żadna z tych rzeczy nie odniosła skutku. Więc dlaczego by nie zawołać wszystkich do siebie, prawda? Miał już porządnie dość tego socjopatycznego detektywa. Tak, może i cieszył się z jego powrotu, lecz mimo wszystko... Trochę czasu zajmie, zanim zapomni się o wyrządzonych krzywdach. Zwłaszcza przy kimś takim jak Sherlock. Trudno jest poskromić geniusza.
Pierwszą poszlaką, że coś jest nie tak, była karetka stojąca przed budynkiem. Dwóch medyków oraz mężczyzna ubrany w czarny garnitur stało tuż obok, rozmawiając o czymś cicho i paląc papierosy. Nie był to zwykły widok, jaki można zastać na Baker Street. Co tu robiła karetka?
Gdy tylko wysiedli z auta, używki zostały wyrzucone, a mężczyźni odwrócili się w ich stronę.
– Inspektor Greg Lestrade. Wzywano tu policję? – spytał niepewnie.
Tuż za nim Donovan i Anderson przyglądali się otoczeniu w ciszy. Oni także zauważyli, że coś jest nie tak. Jednak...
– Trzeba wykluczyć obecność osób trzecich w całym zajściu. Co prawda jest to oczywiste, jednak mimo wszystko... Ciało jest na piętrze.
Trójka policjantów jak w amoku wbiegła do mieszkania po schodach, by nagle zatrzymać się w samym wejściu. Drzwi były otwarte, a po pomieszczeniu chodziły jeszcze dwie osoby, medyk oraz agent w ciemnym garniturze. Omijali oni wzrokiem centrum zdewastowanego pomieszczenia, na którym...
Greg zrobił niepewny krok do przodu, a potem kolejny. Ciało leżało na dywanie, ubrane w charakterystyczne garnitur oraz białą koszulę, tym razem rozpiętą, ukazującą bladą klatkę piersiową. Nie ruszało się, medyk nic przy nim nie robił. Jedynie dwa otwarte pudełka, leżące tuż obok, nie pasowały tu. Strzykawki były aż nadto widoczne, jednak nie było możliwe, nie...
Lestrade na chwiejnych nogach poszedł dalej i ukląkł przy ciele. Nie patrzył, co robią jego towarzysze. Dotknął jeszcze ciepłej ręki, a spomiędzy warg wyszedł ledwie dosłyszalny szept.
– Sherlock...
Nie wiedział co powiedzieć czy zrobić. To było... Zbyt wiele jak dla niego. Nie zauważył zszokowanego Andersona i Donovan ani ich rozmowy z medykiem. Ocknął się dopiero, gdy pojawił się Mycroft, krocząc dumnie, wszedł do pomieszczenia, aż nagle po ujrzeniu ciała coś się w nim złamało. Krok po kroku znalazł się tuż obok Grega i zduszonym głosem spytał:
– Jesteś pewien, że to Sherlock? To zapewne kolejny żart, głupie kłamstwo, podobnie jak ze skokiem...
Jednak teraz widział jego bladą twarz, kręcone, czarne włosy oraz odziedziczone po babce szkatułki. Miał przed sobą ciało brata, młodszego braciszka, którym powinien się opiekować...
Opadł na kolana tuż przy inspektorze. Nie wiedział co może zrobić czy powiedzieć. Siedział tak, aż w końcu podniósł drżącą rękę i dotknął policzka Sherlocka. Po jego własnym spłynęły pierwsze łzy, dopiero teraz w to wszystko uwierzył. To nie był kolejny żart czy głupi eksperyment. Z tyłu dochodził ich szloch Sally. Anderson objął ją i delikatnie wyprowadził z pomieszczenia. Nie byli przyjaciółmi Holmesa, można nawet powiedzieć, że byli niemal wrogami, lecz mimo wszystko znali go. Widywali go zbyt często, by teraz jego śmierć nie zrobiła na nich wrażenia.
Na zewnątrz stała Anthea ze śladami tuszu na policzkach. Bo to nie był kolejny żart, czy wybryk Sherlocka. Jego śmierć... była prawdą.

sobota, 10 stycznia 2015

5. "Trzeci etap..."

#Sherlock #Sezon 3 #One-shot #Cykl #M #Angst #Drama #Tragedy #SherlockHolmes
Witam,
Kolejny weekend, a ja jak obiecałam wstawiam miniaturkę z Sherlocka. Lubicie ten serial? Mam nadzieję, bo sama wprost go uwielbiam.
Jak widać po Oznaczeniach, tekst nie jest zbyt miły, szczerze raczej dla osób od pewnego wieku. Styl może wydawać się dziwny, przyznam, że eksperymentowałam trochę. Sami oceńcie jak wyszło. Napisałam też ciąg dalszy, stąd #Cykl. Pojawią się jeszcze dwie części, oczywiście o ile chcecie. Można traktować tą miniaturkę jako całość.
Miniaturka pisana przy czterech piosenkach o niezbyt wesołej tematyce, podaje jedynie dwie najważniejsze, ale dość wymowne. Zastosowanie pogrubienia i kursywy zamierzone.

Z Propozycji napisałam już dwa teksty: Sontrix oraz Merlina. Zobaczycie je już niedługo. W dodatku na swoją kolej czeka ciąg dalszy cyklu drabbli oraz tego o Sherlocku. Kończę tekst z Igrzysk Śmierci (wiem, że długo mi to zajmuje) oraz inny z Holmesa. W dodatku coś innego Potterowskiego zaczyna kiełkować, ale to niespodzianka.
Jak widać tekstów jest sporo, więc wszystko będzie pojawiało się w terminach. Szablon, z tego co wiem, niedługo będzie gotowy. A ja w końcu zabieram się za kończenie zakładek bloga.

Do napisania,
Croy

             

Dziś brak dedykacji, takiego tekstu lepiej nikomu nie dedykować...

"Breathe ne" - Sia
"We might be dead by tomorrow" - Soko


 Wysoka postać chodziła po mieszkaniu jak w amoku. Rzucała książkami, niszczyła lampy, darła poduszki. Zdawać się mogło, iż oszalała, ale jeśli o nią chodzi, wszystko ma swój cel. Po minutach... godzinach obłędu nastał spokój, postać opadła na kolana na samym środku starego dywanu. Była sama w domu, wiedziała, że wszyscy inni wyjechali, byli zajęci, mieli lepsze rzeczy do zrobienia niż pilnowanie go. Nie było też kamer. Wszystkie zostały zniszczone przy demolowaniu pokoju. Bo wszystko ma swój cel.
Wolność... Nienawiść... Porzucenie... Przyjaźń... W tej chwili żadne z tych słów nie miało znaczenia, nie na tyle by powstrzymać to. co miało się wydarzyć. Trudno popsuć coś, co wymyślił geniusz, chyba że on sam tworzy bezpieczne wyjście. Choć nie tym razem.

Sherlock dzielił dotychczas swoje życie na dwa główne etapy. Pomiędzy nimi było zdarzenie, które wprowadziło do jego życia rzeczy dotąd nieznane, ale jakże cenne. Czas przed i po poznaniu Johna. Teraz jednak powstał jeszcze jeden etap, doskonale oddzielony w jego Pałacu Umysłu. Nie do pomylenia z żadnym innym. Czas po odrzuceniu.
Nie można powiedzieć, że Holmes był idiotą. Doskonale wiedział, że reakcja jego współlokatora na jego powrót nie będzie zbyt dobra. W końcu był geniuszem... Potrafił przewidzieć kilka ścieżek jego postępowania. Szok, wstrząs, wyparcie, akceptacja, radość. Choć tym razem nawet on się pomylił. Nie było to coś, co działo się zbyt często. On nie popełniał błędów, nie mógł tego robić, zbyt wiele zależało od jego decyzji. Aż do teraz...
Akcja „Powrót” przebiegła równo trzy miesiące temu. Od ostatniego spotkania z Johnem minęły dwa miesiące i dwadzieścia pięć dni. Nie wytrzymali nawet tygodnia po powrocie. Sherlock nie przewidział nowych czynników: narzeczona, praca, spokój, rodzina. John nie znajdował już miejsca dla detektywa-konsultanta, nie znał nowego Sherlock i nie chciał poznać... Ale młody Holmes miał swoje sposoby by radzić sobie z tym uczuciem. Choć tak bardzo go nienawidził.
Już w dzieciństwie poznał to nieznośne słowo i jego znaczenie oczywiście. Ale miał wtedy swoją ucieczkę, brata, któremu jeszcze zależało. Choć chciałby wymazać te obrazy z pamięci, one nadal tkwiły w Pałacu, bezpieczne za starym regałem jednego z pomieszczeń. Nie zaglądał tam, lecz sama świadomość ich obecności pozwalała pokonać uczucia. Ale tak było kiedyś, teraz Mycroft nie był dla niego ważny... on nie był ważny dla Mycrofta. Teraz to był obowiązek wobec rodziców, pilnować, by młodszy brat nie narobił zbyt dużo kłopotów. Wspomnienia już dawno pokryły się kurzem...
To potem odnalazł prawdziwą drogę ucieczki, jedyną właściwą, tę które dawała wytchnienie, spokój, ukojenie. Jedyny środek do walki ze światem zewnętrznym, z tym uczuciem. Wymazał z pamięci początki tej drogi, nie było to ważne, jedynie okres późniejszy, to coś, co pozwalało przetrwać, ostało się w jego Pałacu. Bo to było dobre. Kokaina... Morfina... Nikotyna... Innymi słowy narkotyki, niemal w każdej postaci. To normalne, że preferował coś cięższego, działającego dłużej, mocniej. Jego mózg wtedy pracował najlepiej, to uczucie, nuda i wszystko inne było odkładane na bok. Nie potrzebował już nic, ani brata, ani... Johna, choć wtedy jeszcze go nie było. Był samowystarczalny, sam sobą kierował...
Miał swoje wzloty i upadki w tym okresie. Mycroft zaczął umieszczać w jego mieszkaniu kamery, a on spędzał noce w opuszczonych domach, by wreszcie być sam. To było dla niego dobre, w końcu móc odetchnąć pełną piersią, bez nadzoru tylu osób. A potem to wszystko się zmieniło, zniknęło to uczucie. Samotność... To piekielne słowo, jego znaczenie, uczucie... nie było już ważne, bo był John.
Sherlock nie wiedział dlaczego tak bardzo się to zmieniło. Z dnia na dzień używki straciły cały swój sens, pojawiła się osoba, która go zajmowała. Nie była taka jak wszyscy szarzy ludzie, z małymi móżdżkami i błahymi problemami. To było coś innego, jednak uczucie samotności zostało zastąpione przyjaźnią, z biegiem czasu okazało się, że była to zmiana na gorsze. To nowe uczucie, to słowo zmieniło jego życie za bardzo, doprowadziło go do upadku, dlatego teraz znajdował się w tym miejscu, a powinien to zrobić już o wiele wcześniej.
W życiu przeżył dwa przedawkowania narkotyków, jedną próbę samobójczą i dziewięć ciężkich zranień zadanych z ręki innych osób. Spędził w sumie siedem miesięcy w zakładzie odwykowym, uciekł z niego dwadzieścia cztery razy. Osiem razy zajmował się nim Mycroft, w pozostałych przypadkach wracał na ulicę niezauważony. A potem nastał etap po poznaniu Johna, nie było narkotyków, szpitali, tylko przyjaźń. To ona doprowadziła go do upozorowania własnej śmierci, bo osoby, które znał liczyły się dla niego za bardzo. Był socjopatą, który miał przyjaciół... dobrze użyty czas przeszły.
Jednak wrócił, gdy tylko ostatnia osoba z szajki Moriarty'ego została zlikwidowana, pojawił się w Londynie, na Baker Street, w Scotland Yardzie. Tam gdzie byli jego przyjaciele. Nie myślał o tym, co przeszedł w ciągu swojej nieobecności. Miesiące pościgów, tortur i ran, by tylko znów wrócić do swego dawnego życia. Do Johna, Pani Hudson, Lestrade'a i... Mycrofta. Mimo wszystko był to jego jedyny brat, rodzina.
Powinien zorientować się, że coś jest nie tak już na samym początku. W końcu jaki brat patrzy na tortury i krzywdy rodzeństwa, nic sobie z tego nie robiąc? Dlatego szok Johna i jego ciosy nie powinny go zaskoczyć. Zachwyt pani Hudson, jej późniejszy wykład i obrażenie się, nie powinny być niespodzianką. Radość Lestrada i jego późniejsze wyrzuty, odtrącenie, powinny być czymś spodziewanym, ale nie były. Zwłaszcza, że nic nie zmieniło się od dwóch miesięcy i dwudziestu pięciu dni....
Nie widywał Johna, Pani Hudson wyjechała, wcześniej nie odzywając się do niego, nie miał wstępu do Scotland Yardu. Był odgrodzony od wszystkiego i znów zawitało to uczucie. Tak zaczął się trzeci etap, ostatni, jeśli Sherlock mógł coś z tym zrobić.
Po wyeliminowaniu wszystkich kamer, zamknięciu drzwi i zasłonięciu okien w końcu mógł otworzyć skrytkę w kominku. Znalazł tam niepozorne drewniane pudełko. Zostawiwszy je na stoliku, odsunął regał z książkami i spod obluzowanej deski wyjął drugie, podobne. W końcu usiadł na dywanie i otworzył każde z nich. Dwie strzykawki, dwie ampułki, każda z inną substancją, pozostałe jeszcze z czasów przed poznaniem Johna. Spokojnie napełnił oba przyrządy niebezpiecznym płynem. Doskonale znał statystyki. Wiedział ile musi wziąć, ile potrwa cały proces, nim jego „brudna” krew zostanie wpompowana do mózgu, nim dostanie się do płuc, do serca.
Na początku morfina. Miała dłuższy czas rozchodzenia się po ciele, była bardziej kojąca, nie powinien już nic czuć, gdy kokaina zatrzyma mu oddech. Przyłożył igłę do wystających żył i wbił, wpuszczając powoli narkotyk w swój krwiobieg. Odłożył starannie strzykawkę do pudełka, razem z innymi odpadami i podniósł kolejną. Wiedział, że dawka krążąca w jego żyłach była wystarczająco wysoka, by nie musiał dodawać do niej kokainy, ale chciał. To był jego wybór. Nie chciał kolejnego, cholernego odratowania i pobudki w szpitalu. Wbijając drugą igłę, spojrzał na zegar wiszący na ścianie. Za góra dziesięć minut pojawią się tu ludzie jego brata, ale będzie już za późno.
Odsunął przymknięte pudełka z odpadami po tym akcie. Zostały mu niespełna dwie minuty, by stracić oddech, lecz błogie ukojenie już opanowało jego ciało. Teraz był czas na tą ostatnią myśl. Że popełnił błąd, nie skacząc naprawdę z dachu szpitala. Powinien to zrobić wcześniej, a nie umierać tu, w tym domu pozostawiony sam sobie. Wtedy miałby jeszcze przyjaciół, jednak teraz pozostawała mu tylko samotność, wierna towarzyszka od najmłodszych lat...

niedziela, 4 stycznia 2015

4. "My Supernatural Life" Sam cz.1

#Supernatural #Sezon1 #Drabble #Cykl #K+ #Friendship #Family #Drama #SamWinchester

Witam,
Tak, tak, po raz kolejny zamieszczam tekst z Supernatural, jednak tym razem jest to początek cyklu Drabbli. Jeden tekst = Jeden odcinek Sezon pierwszy z punktu widzenia Sama (choć czasem dodatkowo będzie Dean [+1 drabble]).
Będą to tekstu nawiązujące do odcinków, pokazujące bardziej odczucia postaci. Przyznam, że już dawno nie pisałam tak krótkich tekstów, więc przepraszam za wszystkie potknięcia.

Co do innych dzieł. Mam skończone jedno z Sherlocka, ciąg dalszy cyklu drabbli. Jestem w połowie Igrzysk Śmierci, Seviki oraz Merlina. Czekam też na inne propozycje! Od teraz teksty będą pojawiały się co weekend, a w kolumnie obok można zauważyć jeśli coś się zmieni. Za tydzień obiecuję inną tematykę!

Pozdrawiam,
Croy


Z dedykacją dla Marley. Jak podoba się SPN? ;)


Kobieta w bieli
Wszystko zawsze zaczyna się tak samo, przynajmniej w naszej rodzinie. Życie zawsze przepełnione było potworami, demonami i innymi niewytłumaczalnymi zjawiskami. Chciałem po prostu od tego uciec, nie udało się.
Mama, Jess... Nie tak łatwo zostawić za sobą przeszłość, gdy puka ona co chwila do drzwi. Nie można zapomnieć, trzeba walczyć. Nie tylko o sprawiedliwość, nie chodzi o zemstę. To coś więcej. To nasze życie, które w końcu powinno być normalne.
Dlatego tym razem nie poddam się. Mam zamiar walczyć, odnaleźć ojca i pokazać kreaturom, że ich wysiłki pójdą na marne. Zamierzam wygrać, choćby była to ostatnia rzecz w moim życiu.

Wendigo
Nasza rodzina ulepiona jest z innej gliny. Mimo tylu krzywd to my pomagamy innym. Robimy to, zabijając niemal wszystko na naszej drodze. Choć nie do końca to rozumiem.
Nie potrafię obronić nawet bliskich mi osób, a co dopiero obcych. Powinniśmy znaleźć tatę, a potem pokonać to ścierwo, które zabiło najważniejsze kobiety w moim życiu.
Nie jestem taki jak Dean. Nie potrafię zapomnieć, iść dalej, wspierać innych. Mając cel, skupiam się na nim, zapominając o roli łowcy. Ale on próbuje mi o tym przypomnieć. Należy zabić wszystkie napotkane potwory, dopiero potem znaleźć tatę. I wtedy dokonamy naszej zemsty raz na zawsze.

Trup w wodzie
Ludzie najczęściej sami kształtują swoje życie, a co za tym idzie, sprowadzają do niego potwory. Jeden grzech przeszłości, przewinienie, które ciągnie się przez długie lata. Zbyt często mamy z tym do czynienia w tej robocie. Znajdujemy winnych w ofiarach, ofiary w zbrodniarzach. Jak mówić o zasadach moralnych, gdy ich nie ma?
To samo można powiedzieć o nas. Mordercy, a zarazem skrzywdzeni. Doznaliśmy krzywd i odpłacamy za nie wszystkim innym. To nie do końca fair, ale tak żyjemy od zawsze. Sprawiedliwość nie jest do końca dobra. Zabijanie rodziny oprawcy po trzydziestu pięciu latach też nie. Ale czy można się temu dziwić?

Trup w wodzie. Dean
Dean jest dziwną osobą. Czuję, jakby podczas mojej nieobecności zmienił się w zupełnie nowego człowieka. Za bardzo przypomina mi tatę. Wydoroślał, jeśli można tak to ująć. Nie myśli już tylko o sobie, dba przede wszystkim o innych...
To dla mnie dziwne, widzieć go w takiej postaci. Nie przestaje szukać wszędzie seksu i przygody, lecz wie kiedy przystopować. To nie jest już ten sam Dean. Jest dobrym łowcą i towarzyszem, choć nadal palantem. Oby tylko nigdy się to nie zmieniło. Żałuję, że poznałem go na nowo w takich okolicznościach. Tata, Jess... Nie tak chciałem spotkać ponownie brata. Lecz nie miałem wyboru.

P.S. Zapomniałam o moim >"Wyzwaniu Czytelniczym"< na 2015 rok? Macie może swoje?
Theme by Hanchesteria